Oprysk na groch po siewie – jak i kiedy stosować?
Uprawa grochu wymaga przemyślanej strategii ochrony już od momentu siewu. Z mojego doświadczenia wynika, że odpowiednio dobrane środki i terminy aplikacji decydują o tym, czy plantacja będzie czysta od chwastów przez cały sezon. Wszystkiego dowiecie się właśnie z tego artykułu.
Dlaczego oprysk po siewie jest najlepszy?
W moich obserwacjach zauważyłem, że zabiegi wykonane tuż po siewie dają znacznie lepsze efekty niż te po wschodach. Chwasty znajdują się wtedy w fazie kiełkowania, co sprawia, że są najbardziej podatne na działanie herbicydów. Przesunięcie terminu o tydzień może sprawić, że efektywność spadnie nawet o połowę!
Niestety groch ma płytki system korzeniowy i słabo konkuruje z chwastami. U mnie sprawdziło się to, że gdy robię oprysk bezpośrednio po zasiewie, praktycznie eliminuję problem zachwaszczenia na kolejne sześć tygodni. To daje roślinie czas na prawidłowy start i wykształcenie mocnych korzeni.
Dodatkowo stosowanie środków przed wschodami pozwala uniknąć stresu dla młodych roślin.
Musimy pamiętać, że groch jest bardzo wrażliwy na wszelkie środki chemiczne i to szczególnie we wczesnych fazach rozwoju.
Kiedy stosować oprysk na groch?
Oprysk należy wykonać w ciągu maksymalnie trzech dni od zakończenia siewu grochu. Z mojej praktyki wynika, że najlepiej robić to tego samego dnia lub następnego ranka, gdy gleba jest jeszcze wilgotna po przejściu siewnika. Wilgoć glebowa to podstawa, bo bez niej herbicydy doglebowe nie zadziałają prawidłowo.
Sprawdzałem ostatnio temperaturę gleby przed zabiegiem i najlepiej, gdy wynosi ona minimum 8 stopni Celsjusza. Poniżej tej wartości wchłanianie substancji przez nasiona chwastów jest za słabe. W chłodnej glebie herbicydy mogą leżeć nieaktywne, a potem zadziałać zbyt mocno, gdy przyjdzie ciepło.
Zawsze patrzę na prognozę pogody na kolejne trzy dni. Opad deszczu w ciągu dwudziestu czterech godzin po oprysku to idealna sytuacja, bo woda wprowadza środek w glebę.
Jakie środki ochrony roślin wybrać?
Na swojej plantacji stosuję najczęściej mieszanki gotowe lub samodzielnie przygotowane zestawy dwóch substancji aktywnych. Podstawą jest pendimetalina, którą aplikuję w dawce od dwóch do trzech litrów na hektar w zależności od typu gleby. Gleby lekkie wymagają mniejszych dawek, cięższe większych.
Druga substancja, którą dodaję, to najczęściej imazamoks albo klopyralid. Te środki działają głównie na chwasty dwuliścienne, których w grochu zawsze jest sporo. Imazamoks stosuję w ilości około jednego litra, bo wyższe dawki mogą zahamować wzrost rośliny uprawnej.
- Pendimetalina dobrze działa na chwasty jednoliścienne i niektóre dwuliścienne
- Imazamoks skutecznie eliminuje maruna, rumian i bodziszka
- Klopyralid sprawdza się przeciwko ostrożeniom i komosie
- Propizamid można stosować na głęboko uprawianej glebie
W ramach testu zrobiłem kiedyś zabieg samą pendimetaliną i efekt był słabszy niż przy mieszance. Dlatego teraz zawsze łączę co najmniej dwa mechanizmy działania. To zabezpiecza przed odpornością chwastów i poszerza spektrum zwalczanych gatunków.
Dawkowanie
Ilość wody do oprysku to minimum dwieście litrów na hektar, choć u mnie sprawdziło się nawet trzysta litrów przy suchej glebie. Większa ilość cieczy nośnej poprawia pokrycie gleby i równomierność rozkładu środka. Nie oszczędzam na wodzie, bo to podstawa skuteczności.
Opryskiwacz musi być dokładnie wyregulowany i należy jechać powoli, około 6 km/h. Szybsza jazda powoduje nierównomierne rozłożenie preparatu. Ostatnio widziałem u sąsiada efekt zbyt szybkiego przejazdu, gdzie na połowie pola chwasty rosły normalnie, a na drugiej były wytępione.
Wiatr to mój główny problem podczas zabiegu. Nie robię oprysku, gdy prędkość przekracza 3 m/s, bo wtedy jest zbyt duże ryzyko znoszenia.
Temperatury i wilgotność
Temperatura powietrza powinna mieścić się w przedziale od 10 do 20 stopni Celsjusza. Z mojego doświadczenia wynika, że zbyt wysokie temperatury, powyżej dwudziestu pięciu stopni, powodują szybkie parowanie i słabsze działanie. Najlepiej robię zabiegi rano lub wieczorem, gdy warunki są stabilne.
Wilgotność powietrza to drugi istotny parametr, który sprawdzam przed wyjazdem w pole. Optymalna wartość to od 60 do 80%. Suche powietrze sprawia, że kropelki za szybko wysychają na powierzchni gleby, zanim wsiąkną.
Nigdy nie robię oprysku, gdy gleba jest przesuszona na głębokość powyżej trzech centymetrów. W takich warunkach herbicydy doglebowe praktycznie nie działają i wyrzucam pieniądze w błoto, a raczej w pył.
Czego lepiej nie robić?
Najczęstszy błąd, który sam kiedyś popełniłem, to zwiększanie dawek ponad zalecenia producenta (chciałem zaryzykować i się przeliczyłem). Myślałem, że ciut więcej znaczy lepiej, ale efekt był odwrotny. Rośliny grochu były przyhamowane w rozwoju i dawały słabsze plony, a chwasty i tak się pojawiły, bo niektóre gatunki były odporne.
Drugi problem to niewłaściwa kalibracja opryskiwacza. Kolega ostatnio sprawdzał swój sprzęt po sezonie i okazało się, że rozpylacze dawały o trzydzieści procent więcej cieczy niż powinny (tak to jest jak się tego nie sprawdza np. przy pomocy zwykłej kartki papieru przed opryskiem). Przez cały sezon aplikował za wysokie dawki i przepalał budżet (oraz rośliny).
Zasadniczo:
- Nie mieszam więcej niż trzech środków jednocześnie, bo mogą się wzajemnie blokować
- Unikam oprysku w pełnym słońcu, gdy gleba jest gorąca
- Nie stosuję tego samego środka rok w rok na tej samej działce
No i jeszcze jedna kwestia, mianowicie zbyt głębokie przyoranie nasion grochu też powoduje problemy. Gdy sieję głębiej niż siedem centymetrów, herbicydy mogą działać na kiełkujące nasiona uprawne.
Co robić gdy warunki są niesprzyjające?
Zdarza się, że po zasiewie przychodzi okres suszy i nie mogę wykonać oprysku doglebowego. W takiej sytuacji czekam na wschody grochu i wykonuję zabieg nalistny specjalnie dobranym środkiem. To mniej optymalne rozwiązanie, ale mimo wszystko lepsze niż brak ochrony.
W ramach testu zrobiłem kiedyś oprysk po wschodach środkiem na bazie bentazonu i efekty były zadowalające, choć nie tak dobre jak przy aplikacji doglebowej. Bentazon jest selektywny dla grochu w odpowiedniej fazie rozwoju, ale trzeba uważać na dawkowanie.
Gdy temperatura spada poniżej dziesięciu stopni przez dłuższy czas, wstrzymuję się z zabiegiem. Lepiej poczekać na ocieplenie niż ryzykować niedziałanie preparatu i konieczność powtórnego oprysku. Znam przypadki, gdy środek zastosowany w chłodzie po prostu nie zadziałał i chwasty wzeszły normalnie.
Ochrona przed szkodnikami bezpośrednio po siewie
Ostatnio sprawdzałem swoje plantacje i zauważyłem, że tuż po wschodach pojawiają się pierwsze szkodniki. Mszyca strąkowa zaczyna migrować na młode rośliny już w maju, więc muszę być czujny. Nie łączę jednak insektycydów z herbicydami w jednym zabiegu, bo to może być zbyt dużym obciążeniem dla roślin.
Nasionka czesze się wprost w glebę przy nasionach, więc zaprawienie materiału siewnego to dobra praktyka. U mnie sprawdziło się zaprawianie preparatami zawierającymi tiuram, który odstrasza te szkodniki przez pierwsze tygodnie. To daje czas na prawidłowe wschodzenie bez uszkodzeń.
Stonka grochowa pojawia się trochę później, ale warto o niej pamiętać już na etapie planowania ochrony. Monitoring plantacji zaczynam od momentu wschodów, bo wczesne zauważenie problemu pozwala reagować szybciej. Chodzę po polu co dwa trzy dni i sprawdzam stan roślin wizualnie, szukając śladów żerowania czy obecności szkodników.
Rotacja środków ochrony roślin
Na moich polach stosuję zasadę zmiany substancji aktywnych co sezon. Jeśli w zeszłym roku używałem pendimetaliny, to w tym stosuję propizamid lub inny środek z odmiennym mechanizmem działania. To zapobiega wykształceniu się odporności u chwastów i o tym wielu z nas zapomina (rośliny tak jak zwierzęta, adaptują się z czasem do nowych warunków).
Znajomy rolnik pytał mnie ostatnio, dlaczego u niego chwasty przestały reagować na oprysk. Okazało się, że przez pięć lat z rzędu stosował ten sam preparat na tych samych polach. Populacje chwastów się zaadaptowały i teraz musi używać dużo droższych alternatyw (albo pielić ręcznie, powodzenia!).
Osobiście prowadzę notatki z każdego sezonu, gdzie zapisuję użyte środki, dawki i efekty. To pomaga mi planować strategię na kolejny rok i unikać powtarzania błędów. Dokumentacja to podstawa dobrego gospodarowania, choć wymaga trochę czasu (i nierzadko nerwów).
Sprawdzenie jakości gleby
Typ gleby ma ogromny wpływ na dobór dawki herbicydu. Moja działka ma glebę średnią, więc stosuję standardowe dawki z etykiety. Gdybym miał glebę lekką, piaszczystą, musiałbym zmniejszyć ilość środka o około trzydzieści procent, bo tam substancje są bardziej mobilne.
Zawartość substancji organicznej też jest istotna. Im więcej próchnicy, tym wyższa dawka potrzebna do uzyskania efektu, bo część środka wiąże się z materią organiczną. Zrobiłem kiedyś badanie gleby i okazało się, że mam cztery procent próchnicy, co jest wartością średnią wymagającą standardowego dawkowania.
Odczyn gleby również może modyfikować działanie niektórych herbicydów. Na glebach kwaśnych poniżej wartości sześć działanie niektórych substancji jest słabsze. Staram się utrzymywać odczyn w optymalnym przedziale poprzez wapnowanie co trzy cztery lata.


